Podczas II wojny światowej, a
konkretnie w listopadzie 1942 roku, jeden z moich klientów, pan Hans-Georg von
Kramsta na Chwalimierzu, został zatrzymany przez centralę Gestapo we Wrocławiu,
następnie umieszczony w areszcie Gestapo tamże i później przewieziony do obozu
koncentracyjnego w Auschwitz. Powodem zatrzymania była jego przyjaźń z pewnym
panem półkrwi żydowskiej. Aresztując właścicieli ziemskich, Gestapo miało
interes w tym, żeby aresztowany ustanowił generalnego pełnomocnika, z którym
Gestapo mogło następnie negocjować, by jak najszybciej przejąć majątek aresztowanego.
Gestapo starało się stworzyć wrażenie, że aresztowany nie tyle oddaje majątek
pod przymusem, co raczej „faktycznie” negocjuje ze swym pełnomocnikiem, który
następnie składa w jego imieniu wymagane przez Gestapo oświadczenia.
I tak pod koniec listopada 1942 roku
zostałem poproszony przez naczelnika komendy głównej policji państwowej we
Wrocławiu o odwiedzenie pana von Kramsty w areszcie, gdyż pragnie on udzielić
mi generalnego pełnomocnictwa. Zgodziłem się na to i zjawiłem się w suterenie
prezydium policji we Wrocławiu, by odwiedzić pana von Kramstę w jego celi. Zanim
jednak wpuszczono mnie do pomieszczeń służbowych Gestapo, przedłożono mi do
podpisu oświadczenie, iż zgodnie z moją najlepszą wiedzą w moim drzewie
genealogicznym nie ma żadnego Żyda.
Odparłem, iż oświadczenia tego podpisać
nie mogę, gdyż nie mogę wykluczyć możliwości, że sam jestem Żydem albo od Żyda
pochodzę.
To moje oświadczenie wprawiło funkcjonariuszy
Gestapo w nieopisaną wściekłość. Powiedzieli, że to przecież bez sensu, bo
otrzymali z Urzędu Rzeszy ds. Genealogii zaświadczenie, że w moim drzewie
genealogicznym nie figuruje żaden Żyd ani żadna osoba pochodzenia żydowskiego.
Na to odpowiedziałem, że Urząd ds. Genealogii najwyraźniej nie zna różnicy
pomiędzy drzewem genealogicznym [Stammbaum] i tablicą przodków [Ahnentafel]. Nie
mogę wykluczyć, iż w mej tablicy przodków figuruje jakaś osoba pochodzenia
żydowskiego. Dlatego przedłożonego mi oświadczenia podpisać nie mogę. Rzecz
jasna mogłem to oświadczenie podpisać bez wahania, bo od roku 1920 badałem swój
wywód, zbadałem go do 19 pokolenia wstecz [do ok. 1350 r. – przyp. red. niem.]
i pośród swych przodków – wśród których byli przedstawiciele niemal wszystkich
narodów Europy – nie znalazłem ani jednego Żyda.
Funkcjonariusz Gestapo udał się
następnie na konsultacje z naczelnikiem swego wydziału. Po jakimś czasie wrócił
z decyzją, iż przedłożonego mi oświadczenia nie muszę podpisywać. Odniosłem
wrażenie, że funkcjonariusze centrali Gestapo zinterpretowali mą odmowę tak,
jak też była ona przeze mnie zamierzona, a mianowicie jako gest solidarności z
nieszczęsnymi ofiarami ich prześladowań.
Pan von Kramsta udzielił mi generalnego
pełnomocnictwa i poprosił, bym w Wiedniu, dokąd zabrano jego przyjaciela,
dowiedział się o jego losie. Pojechałem tedy do Wiednia, tam jednak zdołałem
ustalić tylko tyle, iż przyjaciela pana von Kramsty pozbawiono życia już sporo
wcześniej. Choć w związku z tym nie istniała możliwość, by pan von Kramsta
kontynuował relację ze swym przyjacielem, to trzymano go – wbrew mym
ostrzeżeniom – dalej w areszcie, a następnie wywieziono do Auschwitz, gdzie
zajmował się ładowaniem na ciężarówki zwłok więźniów zmarłych na tyfus.
W połowie sierpnia 1943 roku pan von
Kramsta został zwolniony po tym, jak na polecenie Reichsführera SS [Himmlera]
wpłaciłem w Deutsche Banku we Wrocławiu kaucję w wysokości 3,5 miliona marek
gotówką! Gestapo berlińskie, które odtąd przejęło sprawę, odrzuciło zaoferowane
przeze mnie poręczenie bankowe w tej samej wysokości, motywując to tym, że pan
von Kramsta ma zapłacić Deutsche Bankowi pełne odsetki od sumy 3,5 miliona
marek, a nie jedynie uiścić stosunkowo niewysoką opłatę za poręczenie bankowe!
Przekazane mi wcześniej żądanie
Reichsführera SS, by przewłaszczyć na niego dwa majątki pana von Kramsty,
zostało przeze mnie odrzucone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz