Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce / Polish Society for the Protection of Ancient Trees
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hochstein. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hochstein. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 czerwca 2015
niedziela, 19 maja 2013
Crystals & Butterflies: Wysoki Kamień (Hochstein), May 19, 2013
Do wejścia zimowego, na szagę i w nocy dorzuciłem dzisiaj Wysoki Grzbiet boso. W związku z tym garść refleksji.
Po pierwsze - ściśle związane z powyższym - co z tym obuwnictwem? Buty, botki, buciki, sandałki, adidaski, buciory, klapki, pepegi, trzewiki i pantofle. A gdzie kontakt z matką ziemią? Gdzie Anteuszowy energii przepływ? Gdzie masaż receptorów, gdzie akupresura?
Po drugie, co z tym "dzień dobry"? Pozostaję przy swoim: w górach mówiło się i mówi "cześć". Tu konwenansu nie ma, tu nie salonik petit bourgeois. Po 17.00 państwo przechodzi na "dobry wieczór"?
Po trzecie - po raz kolejny naocznie stwierdzam - chcesz dziewczynę zdobyć, zabierz ją w góry. To nie na plaży ciał prężenie, ni smętne jeziorne zaloty, tu się człowieka poznaje do głębi.
I po czwarte: "A na takich pieńkach spróchniałych to lepiej nie siadać, bo się ich lubią trzymać kleszcze".
PS. Ach, jak pięknie bolą nogi!
American woman poet May Swenson (1913-1989) wrote this poem:
Unconscious U
came a beauty to my n
wrist c
and stopped my pencil, o
merged its shadow profile with n
my hand's ghost s
on the page: c
Red Spotted Purple or else Mourning i
Cloak, o
paired thin-as-paper wings, near black, u
were edged on the seam side poppy orange, s
as were its spots. C a m e a B e a u t y
I sat arrested, for its soot-haired
body's worm
shone in the sun.
It bent its tongue long as
a leg
black on my skin
and clung without my
feeling,
while its tomb-stained
duplicate parts of
a window opened.
And then I
moved.
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Do Szklarskiej przez Wysoki Kamień
Czyż podróżowanie w przestrzeni nie oznacza zawsze podróżowania w czasie?
Gajowa ("Sępia Góra", Geiersberg, w głębi) i Kamienica z Wysokiego Grzbietu, gdzie ruszyłem na szagę nie skręcając zielonym pod górę na Rozdroże pod Zwaliskiem, lecz idąc prosto, najpierw leśną drogą, potem ścieżyną i wreszcie prąc dość hardkorowym trawersem przez ciekawie trudny teren, aż do spotkania z czerwonym jakieś trzy czwarte mili przed Wysokim Kamieniem...
Nie wiem, czy wiecie, ale po wielu latach przerwy schronisko na Wysokim Kamieniu znowu działa, i to już drugi sezon! Klimat jest bardzo fajny - polecam!
A potem trafiłem w przyjazne objęcia Przemka W., zdobyłem autograf na egzemplarzu "Drogi do domu" Przemka Żuchowskiego (thanks to You Know Who), a wreszcie trafiłem do Chaty Walońskiej, gdzie dane mi było poznać samego Wielkiego Mistrza, który kazał się nazywać Wujem Julem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















